„Nie wyobrażacie sobie, ile determinacji, hartu ducha i silnej woli było mi potrzebne,  by schudnąć do zawodów o Puchar Gordona Bennetta! Udało się zgubić… 11 kg :)” – tak,  ze swoistym wdziękiem, dystansem i dużą dozą humoru rozpoczął spotkanie Jacek Bogdański, nasz wyjątkowy gość, który przyjął zaproszenie Aeroklubu i zgodził się opowiedzieć nam coś więcej o tym, jak zdobywa się Puchar Gordona Bennetta.

Jacek Bogdański wraz z Mateuszem Rękasem jesienią 2018 r. wygrali te najbardziej prestiżowe zawody balonowe na świecie. To było już szóste w historii, a zarazem pierwsze od 35 lat zwycięstwo polskiej załogi. Jesteśmy tym samym czwartą w kolejności nacją, która ma na koncie najwięcej zwycięstw w Pucharze. Ostatni raz Puchar Gordona Bennetta był w polskich rękach w 1983 roku. Trzy z rzędu zwycięstwa w latach 1933, 1934, 1935 sprawiły, że w 1935 roku Polska otrzymała puchar na własność. Do dzisiaj znajduje się on w Aeroklubie Polskim.

Jacek Bogdański i Mateusz Rękas wielokrotnie reprezentowali Polskę w zawodach balonowych. Mateusz Rękas jest aktualnym brązowym medalistą mistrzostw Polski balonów na ogrzane powietrze oraz aktualnym mistrz Polski juniorów balonów. Od trzech lat jest najmłodszym kapitanem w Pucharze Gordona Bennetta.  Jacek Bogdański  od lat jest członkiem kadry balonowej. Znany jest ze swojego zamiłowania do podróży balonowych po całym świecie (balonem na ogrzane powietrze przeleciał Alpy, latał w Tunezji, Tajlandii i Iranie). W Pucharze Gordona Bennetta startowali cztery razy, zajmując kolejno 12,9,6 i ostatecznie  pierwsze miejsce.

Gospodarzem tej edycji Pucharu była Szwajcaria.  Zawodnicy startowali w Bernie i mieli pokonać jak największą odległość w jak najkrótszym czasie, mierzoną w linii prostej od miejsca startu do miejsca lądowania. Jacek Bogdański i Mateusz Rękas (POL-2)  spędzili w powietrzu ponad 58 godzin i przemierzyli dystans ponad 1145 km, by ostatecznie wylądować w okolicach Ostródy, na historycznych polach Grunwaldu.

Jak udało im się to osiągnąć, na czym polegała tajna strategia naszej ekipy, jak się „żyje” w zawieszonym w chmurach balonowym koszu o wymiarach 1,2×1,5 m – o tym wszystkim osobiście opowiedział nam Jacek Bogdański. To była wielka frajda i przyjemność wysłuchać tej barwnej opowieści. Z radością się nią dzielimy!

Balon

Nasz balon to Cameron GB-1000 – balon gazowy o nietypowej, dość eksperymentalnej konstrukcji – rozpoczyna Bogdański. –  Są tylko takie dwa na świecie. Nazwaliśmy go Orzeł Biały. Sam kosz waży 45 kg. Jego wielkość to 1,2 x 1,5 i to jest nasza cała przestrzeń do życia przez tych kilka dni. Mamy w nim 700 kg balastu, w tym ciepłą odzież, aparaturę tlenową, oświetlenie, transpondery – umożliwiające kontrolerom lotu określenie pozycji balonu, telefony satelitarne, GPS-y, wodę i żywność, a nawet składane łóżko. Udało mi się tak zmodyfikować budowę niektórych sprzętów, że udało się je znacząco odchudzić, co ma ogromne znaczenie dla ostatecznego obciążenia balonu.

Balast

Paliwem balonu gazowego jest balast, czyli worki wypełnione piaskiem. Piasku potrzeba pół tony i musi być on suchy, żeby nie zamarzł na wysokościach przelotowych (czyli mniej więcej 4–5,5 tys. m), gdzie o tej porze roku jest jakieś –20 stopni Celsjusza. My akurat wozimy swój piasek, bo do tego od organizatorów nie mamy do końca zaufania. Trzeba tylko cierpliwie odpowiadać na pytania celników o powód wożenia ze sobą pół tony piasku J

Paliwem balonu gazowego jest też oczywiście wodór. Tysiąc metrów sześciennych tego gazu wypełnia powłokę balonu. Chcąc lecieć w dół, należy upuścić wodoru. Chcąc lecieć w górę, należy wyrzucać balast. Zdarzały się loty, w trakcie których byliśmy zmuszeni do pozbycia się wszystkiego: sprzętu, wody, jedzenia. Kiedyś nad Czechami bombardowaliśmy sąsiadów suszoną kiełbasą – śmieje się nasz gość. Podczas Pucharu w obliczu konieczności pozbycia się balastu, wyrzuciliśmy zapas gorącej wody. To nie był przemyślany ruch, jak się okazało, kiedy zmarznięci do szpiku kości na ostatnim etapie lotu marzyliśmy o napiciu się kubka gorącej herbaty.

Ekipa

Załoga w zawodach Gordona Bennetta  to nie tylko piloci w koszu. Nasza ekipa jest większa niż w przypadku balonów na ogrzane powietrze. Na ziemi pomaga nam sztab fachowców, w sumie kilkanaście osób: meteorolodzy, kontrolerzy ruchu lotniczego, a także inni piloci balonów. Oni informują nas,  jak będzie zmieniać się pogoda, na jakich wysokościach, jakie kierunki wiatru znajdziemy, a także czy lotniska komunikacyjne znajdujące się na naszej trasie lotu pozwolą nam przelecieć, czy trzeba je ominąć. Dzień przed startem jest ciągła analiza pogody – sztab meteo to bardzo ważny element ekipy. To wysokiej klasy specjaliści, mający narzędzia do analiz i przewidywania warunków pogodowych, niezbędnych do opracowania strategii lotu i reagowania na zmieniające się warunki już podczas niego.

Strategia

Jak się okazało w trakcie zawodów załogi wybrały różne warianty lotu – balony rozproszyły się po całej Europie. Część poleciała do Włoch, część do Francji. Tam się skończył wiatr i trzeba było zakończyć lot. Wiedzieliśmy, że musimy mieć sprzęt, który zapewni przewagę nad konkurencją, do tego sprytną i pozornie nieoczywistą strategię lotu, a także spokój i opanowanie. Nasza taktyka opierała się na pozostawaniu jak najdłużej nad Szwajcarią i Francją, wyczekaniu korzystnego wiatru i ukierunkowaniu lotu na wschód. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się na 36 godzin, krążyliśmy po Alpach. Niemal staliśmy w miejscu, czekając na odpowiedni wiatr. Dopiero, jak się pojawił,  ruszyliśmy.

Przebieg zawodów

Briefing

Po rozpoczęciu zawodów losuje się kolejność startową krajów, później poszczególnych ekip.

Każdy kraj może mieć trzy startujące balony. Podczas briefingu podawane są dane dotyczące lotów, wytyczne i przepisy obowiązujące na trasie przelotu na terenach poszczególnych krajów. Określone zostaje także miejsce startu.

Wszystkie balony tam stają i przy każdym starcie wybrzmiewa hymn państwa, którego załoga wznosi się w górę. To jest naprawdę bardzo wzruszający moment.

29 września, godz. 15:50

Wyścig trwa zaledwie od wieczora poprzedniego dnia, a pięć balonów już zakończyło rywalizację. Pierwsi wylądowali Czesi, po pokonaniu zaledwie 92,64 km. Następnie kolejne dwie załogi – Japończycy i Szwajcarzy. Czwartą załogą, która odpadła z wyścigu była załoga austriacka i po nich australijska – co ciekawe, jedyna kobieca drużyna w tych wyścigach. Nasi koledzy, Krzysztof Zapart i Krzysztof Borkowski (POL-1) polecieli na południowy wschód. My – na północny wschód, pokonując na ten moment zaledwie 77,64 km.

30 września, godz. 12:00

Drugiego dnia zawodów około południa na pierwszym miejscu znajduje się załoga Francji, która pokonała dystans 723,6 km.  W powietrzu znajduje się jedynie pięć balonów, w tym obie polskie załogi, dwie niemieckie i amerykańska. Pokonaliśmy 356,18 km i krążymy nad okolicami Monachium.

30 września, godz. 15:00

Dość niecodzienna sytuacja podczas tych zawodów to to, że załogi balonów lecą w trzech różnych kierunkach. Zaskakujące jest też to, że tak wiele zespołów odpada z rywalizacji już drugiego dnia wyścigu. Wylądowały wszystkie balony lecące na zachód. Amerykańska załoga wyprzedziła Szwajcarów, zajmując drugie miejsce i goniąc francuskich liderów, którzy prowadzą, choć już wylądowali. Krzysztof Zapart i Krzysztof Borkowski zajmują czwartą pozycję. My lecimy na północny wschód, jesteśmy nad Niemcami, za nami 424,36 km lotu. W tym samym kierunku leci jedna z niemieckich załóg.

30 września, godz. 16:20

W ciągu nieco ponad godziny następują przetasowania w czołówce lecących załóg. Amerykanie wyprzedzają Francuzów i obejmują prowadzenie. Nasi koledzy, Zapart i Borkowski, zajmują trzecie miejsce, przed Szwajcarami.  My utrzymujemy obrany kierunek lotu na północny wschód, przekroczyliśmy granicę Czech. Niespełna godzinę później wyprzedzamy amerykański zespół USA-1, zajmując dziesiątą pozycję, a nasza pierwsza załoga – POL-1 – wyprzedza Francuzów (którzy już wylądowali) i wysuwa się na miejsce drugie.

30 września, godz. 21:50

Złapaliśmy dobry wiatr, za nami 730 km i przesuwamy się na trzecie miejsce, zaraz za naszymi kolegami z POL-1. Przekroczyliśmy polską granic i lecimy na północny-zachód od Jeleniej Góry.  Amerykanie z USA-2, liderzy wyścigu,  minęli Neapol i lecą w kierunku Sorrento, Zapart i Borkowski po minięciu Agnone we Włoszech skierowali się na wschód , a następnie na północy-wschód. Podobnie niemieccy piloci.

1 października, godz. 9:10

Noc pełna emocji… Trzy zespoły wylądowały. Pierwsi byli nasi rodacy – wylądowali wczoraj w nocy, przed 23:00 we Włoszech. Udało im się pokonać 804,98 km i zajmują na ten moment trzecie miejsce. Również we Włoszech, ok. czwartej nad ranem, po uzyskaniu dystansu niemal 917 km, wylądowali prowadzący Amerykanie (USA-2). Tym samym objęliśmy prowadzenie w wyścigu. Lecieliśmy nad Polską z dobrym wiatrem, który znaleźliśmy powyżej 4000 m. Wylądowaliśmy o godzinie 6:40 na południe od Ostródy, niedaleko miejscowości Wysoka Wieś, na polach Grunwaldu. Udało nam się znacznie zwiększyć przewagę nad konkurentami – osiągnęliśmy dystans 1145,29 km od startu. Natomiast cały czas w górze pozostawał jeszcze jeden balon. Niemiecka załoga w nocy przekroczyła granicę Niemiec i Czech. Lecą na północny-wschód od Pragi.  Dzieli ich od nas jednak wiele kilometrów, przelecieli zaledwie 581,87 km.

1 października, godz. 12:50

Wyścig trwa nadal. Niemiecka załoga GER-1 przekroczyła granicę z Polską, nie wiemy, ile mają jeszcze gazu, dzieli ich od nas 380 km. Ostatecznie lądują w okolicach Poznania pokonując 840 km i zajmując trzecie miejsce na podium.

Kilka refleksji na zakończenie

Jacek Bogdański mówi, że najcudowniejsze w lataniu balonem jest doświadczenie cudownej, absolutnej ciszy na górze. Niesamowite jest to, że w środku prądu powietrza, poruszającego się jakieś 100 km/godz., panuje tak idealna cisza, a prędkość jest właściwie nieodczuwalna. Dochodzi do tego zachwyt nad roztaczającymi się z kilkukilometrowego pułapu widokami oraz możliwością obcowania ze zjawiskami rzadko dostępnymi zwykłemu śmiertelnikowi – jak choćby obłoki srebrzyste, czyli najbardziej oddalone od Ziemi chmury złożone z gazów spalających się meteorytów oraz paliwa statków kosmicznych. Są widoczne tylko późną wiosną lub latem i tylko gdy słońce świeci pod odpowiednim kątem.  Na pytanie o dalsze plany i marzenia, słyszymy: „Przelot nad Atlantykiem…”.  Mamy nadzieję, że będzie to dobry pretekst i temat na kolejne spotkanie z Jackiem Bogdańskim w Aeroklubie Warszawskim.

Puchar Gordona Bennetta

Międzynarodowe Zawody Balonów Wolnych po raz pierwszy zostały zorganizowane przez Amerykanina Jamesa Gordona Bennetta w 1906 roku w Paryżu. Obecnie organizuje je Międzynarodowa Federacja Lotnicza (FAI), której członkiem jest Aeroklub Polski. Impreza odbywa się co roku w kraju, którego załoga dwa lata wcześniej zwyciężyła w zawodach. Polska pięciokrotnie zdobyła Puchar GB. Trzecie z rzędu zwycięstwo w latach 1933, 1934, 1935 sprawiło, że w 1935 roku Polska otrzymała puchar na własność. Do dzisiaj znajduje się on w Aeroklubie Polskim. Zdobyli go dla naszego kraju piloci: Franciszek Hynek, Zbigniew Burzyński oraz Władysław Pomaski i Władysław Wysocki.

Zdjęcia z Berna/Szwajcaria: FAI / Marcus King