Fot. Marek Szumski

Zawody, czyli rywalizacja na podniebnym torze

” I pursue to improve even more.
I need to perform better, always better „

Ayrton Senna

Adam CzeladzkiNa zawodach w przelotach szybowcowych zbiera się kilkunastu bądź kilkudziesięciu pilotów, którzy ścigają się szybowcami na trasach długości od 100 do 700km a czasem nawet i dłuższych. Zazwyczaj na trasach takich można w polskich warunkach pogodowych osiągać prędkości średnie do 130km/h a czasami i większe. Znaczy to, że prędkości chwilowe szybowców nierzadko sięgają ponad 200km/h… Na trasie lecisz razem z konkurentami, w zasięgu wzroku masz kilka szybowców, widzisz każdy swój błąd, gdy tracisz do innych dystans bądź wysokość. Szybowce nie mają silnika i wysokość uzyskaną w prądzie wznoszącym zamieniają na odległość. Po przebyciu danej odległości i wytraceniu wysokości należy znaleźć prąd wznoszący i krążyć w nim odzyskując wysokość, która pozwoli ci na przelecenie kolejnego odcinka trasy (kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt km). Krążysz tak w kilkanaście szybowców (powoli, ok. 80-100km/h aby szybowiec jak najlepiej się wznosił) w takim prądzie wznoszącym niczym stado bocianów. Widać kto najlepiej wykorzystuje wznoszenie, kto najszybciej dojeżdża do chmury która jest zazwyczaj krańcem prądu wznoszącego…

Widzisz kogoś nad sobą, twój wariometr pokazuje wznoszenie 2m/s a Ty chcesz za wszelką cenę dogonić pilota nad tobą. Widzisz, że on już osiągnął odpowiednią wysokość, wykręcił „podstawę chmury” i zaczyna „przeskok” do następnego „komina”. Rozpędza szybowiec do prędkości przeskokowej (140-220km/h) i Ci ucieka… Ty jeszcze chwilę krążysz, jednak wznoszenie się kończy. Odprostowujesz i zaczynasz przeskok do następnego komina, planujesz taktykę którędy najlepiej polecieć, analizujesz – może nadłożyć trochę drogi ale polecieć w kierunku chmur pod którymi spodziewasz się znaleźć silniejsze wznoszenie, które pozwoli ci mimo nadłożenia kilometrów wyprzedzić rywala? Może zaryzykować, ale co, jeśli nie znajdę silniejszego noszenia? Jednak ryzykujesz, bo kto nie ryzykuje nie wygrywa…

Na ostatnich kilometrach trasy (50-20km do mety) nie musisz odzyskiwać wysokości, na lotnisku możesz być praktycznie na zerowej wysokości. Obliczasz czy starczy Ci wysokości. Widzisz, że rywal już leci w stronę lotniska a Ty nabierasz jeszcze wysokości w ostatnim „kominie”, bo wychodzi Ci z obliczeń, że w innym wypadku możesz nie dolecieć do mety. Jednak wahasz się, bo rywal już zaczyna dolot do lotniska. Jesteście 40km od lotniska, wysokość 950m, wiatr lekko tylny pomaga w dolocie. Zaczynasz kalkulować, zastanawiać się, czy to Ty popełnisz błąd robiąc kilka dodatkowych metrów wysokości, czy może rywal, który może nie dolecieć do lotniska. Konkurent sporo ryzykuje, jest świadomy, że siedzisz mu na ogonie… W końcu stwierdzasz, że masz potrzebną wysokość. Dolot masz wyliczony na styk, wychodzisz z komina i rozpoczynasz lot w kierunku taśmy (mety). Kilka km przed sobą widzisz rywala. Leci Jantarem o znakach Oscar Tango (OT). Masz większą od niego wysokość, twój zapas rośnie, przyspieszasz aby zamienić wysokość na prędkość i zaczynasz dochodzić rywala. Na 10km od lotniska wyprzedzasz go, masz 400m wysokości… Oscar Tango jest dużo niżej, ma ok. 150m – to za mało żeby dolecieć do taśmy. Już wiesz, że on wyląduje w polu, tuż przed metą i nie ukończy konkurencji…

Na ostatnich 2km cały zapas wysokości zamieniasz na prędkość. Za twoimi plecami finiszują inni. 1000m przed lotniskiem schodzisz do wysokości ok. 1m i pędzisz na metę z prędkością ponad 200km/h wykorzystując efekt poduszki powietrznej. Po chwili przelatujesz metę tuż nad ziemią, prędkość zamieniasz na wysokość, wyciągasz ok. 150m robisz dwa zakręty i lądujesz. Wiesz, że wygrałeś tę konkurencję… osiągnąłeś 113km/h na trasie 300km…

Wygrałeś całe Mistrzostwa Polski! Czekałeś na ten moment odkąd zacząłeś latać. To własnie jest rywalizacja w najczystszej formie…