Relacja z rekordu Europy w Canopy Formation

Przedstawiamy relację naszej reprezentacji z bicia rekordu w Canopy Formation – formacji na otwartych spadochronach – w miejscowości Teuge w Holandii. 5 skoczków, członków Sekcji Spadochronowej Aeroklubu Warszawskiego, było w rekordzie i miało okazję być częścią wyjątkowo Diamentu zakładanego z 36 osób. Ostatecznie, ze względu na pogodę skoczyło 25 skoczków. Nasza ekipa to: Szymon Chełmicki, Michał Balonis, Marcin Bąk, Paweł Michalski, Maciej Gago. Gratulujemy!

W dniach 7-9 października 2016  pięciu członków Aeroklubu Warszawskiego uczestniczyło w próbie ustanowienia nowego rekordu Europy w ilości osób w formacji na otwartych spadochronach.

Dotychczasowy rekord z 2008 roku był „niepełny”. Formacja w ustawieniu Box i tylko 20 osób przy tak licznej załodze skoczków z całej Europy powodowała chęć sięgnięcia wyżej.

Przygotowania i planowanie rozpoczęliśmy już w roku 2015 od spotkań i treningów na obozach w Polsce, Holandii i Niemczech. Po bardzo udanych skokach w Finsterwalde we wrześniu 2015 wiedzieliśmy, że rekord jest już bardzo możliwy do ustanowienia, ale potrzeba jeszcze dopracować szczegóły szybkiego dokowania do formacji. Zasileni przez nowych skoczków z Rumunii i Estonii zaczęliśmy panowanie sezonu 2016. Gdy tylko pogoda pozwoliła rozpoczęliśmy sezon rozgrzewką na strefach we Włocławku, Kazimierzu Biskupim, Przasnyszu. Z przyczyn zależących od ograniczeń w ruchu bez transpondera i zajmowaniu przestrzeni na otwartym spadochronie chwilę po opuszczeniu samolotu nasze skoki w Chrcynnie ograniczyliśmy praktycznie do zera. Jeszcze w maju pierwsze zgrupowanie w Teuge w Holandii, a następnie czerwcowe skoki w Nowym Targu, dały nam ogromny zastrzyk nowych doświadczeń i możliwość szlifowania naszego diamentu w ciągle zmieniających się warunkach pogodowych.

Minął okres urlopowy a wrzesień z każdym dniem przypominał, że do tego najważniejszego wyjazdu co raz bliżej. Wyjechaliśmy z Warszawy planując cały dzień na podróż. Ekipa wyjazdowa spotkała się w Słubicach na obiedzie. Do już latającej ze sobą od dawna grupy, czyli Marcin Bąk, Michał Balonis, Paweł Michalski, Jarosław Zwierzyński, Szymon Chełmicki, Maciej Gago, Tomasz Wziątek, dołączyli koledzy Sebastian Dratwa, Kuba Konwent i Martin Kucera.

Po dotarciu na miejsce w czwartkowy wieczór odbyła się punktualnie odprawa, ważenie zawodników w sprzęcie, planowanie ustawienia formacji na początkowe skoki. 16 na początek pod dużą formację od razu. W piątkowy poranek po szybkim śniadaniu ruszyliśmy od razu z kopyta. Pierwsza szesnastka poleciała w górę i za chwilę za nią dwie mniejsze grupy do ćwiczenia. Dwie Cessny Super Van w kilkanaście minut wywoziły nas na żądaną wysokość 4 500 lub 3 800 metrów. Cztery skoki pierwszego dnia dały obraz w całym szyku, kto jak lata i na co go stać. Niestety wieczorna próba nie powiodła się i formacja zaczęła być niestabilna. Organizatorzy postanowili, że po zmianie składu w sobotę od rana spróbujemy na nowo.

W sobotni poranek byliśmy na liście. Michał, Marcin, Paweł, Maciej i Szymon. Lekko zdenerwowani, ale skupieni i przejęci polecieliśmy w górę. 4 500 metrów, piękny widok i skok. Po chwili wszyscy byli na zewnątrz samolotów, a formacja w błyskawicznym tempie niczym klejące się do siebie krople rtęci  budowała się błyskawicznie. Jest 9, po chwili 16, wchodzą na swoje pozycje kolejni WING-MANi i ich zamykający. 23… 24…. Pora na ostatniego. Jest 25!!!! Kontrola wysokości – 2 800 metrów!!!  Ależ nam się szybko udało. Lecimy chwilę formacją, czas dla „kamermena” lecącego za nami, by zrobił zdjęcia, teraz to już nieważne, gdzie wylądujemy. Jest nowy rekord! Zaczynamy odliczanie i formacja rozchodzi się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Bezpieczne lądowanie i szał radości. Wszyscy się cieszą, mając nadzieję na więcej, a na pewno na zmianę w składzie, by reszta ekipy mogła również skoczyć liczbowa taką samą formację. Niestety na to już do końca naszego zgrupowania nie pozwoliła pogoda. Wielka połać chmur nasuwających się od północnego wschodu szczelnie przykryła całe niebo gruba warstwą około 2 tysięcy metrów, psując cały nasz dalszy plan. Zadowoleni z sukcesu, który udało nam się osiągnąć w niedzielne popołudnie, wyruszyliśmy w drogę powrotną do Polski. Droga w deszczu i mgle, a także znaczne zmęczenie nie ułatwiały nam tej ponad tysiąckilometrowej trasy.

Szczęśliwi, pełni radości i głodni dalszych sukcesów dziękujemy za wsparcie ze strony Aeroklubu Warszawskiego, Zarządu i członków Sekcji, którzy nam cały czas wiernie kibicowali.

Z lotniczym pozdrowieniem,

Szymon, Marcin, Michał, Paweł, Maciej